Current 93 Wrocław 09.04.2008

kwiecień 11, 2008 by merkavah

Chcecie zobaczyć coś ciekawego?

Hmmm o tym może nieco później.

Niedawno odbył się koncert Current 93 w niesamowitym miejscu jakim jest zabytkowy kościół św. Marii Magdaleny we Wrocławiu.

Jak to zwykle na koncertach bywa? Tak, właśnie tak… delikatny poślizg - zawsze! A ja pytam się czy to ładnie tak pastwić się nad publicznością? ;) Na szczęście to tylko kilka minut.

Koncert rozpoczął się występem Baby Dee.

Od pierwszej chwili byłem zachwycony siłą głosu i umiejętnością gry na fortepianie.

Uuuh strasznie to spłycam ale nie da się inaczej, no-nie-da-się… trzeba było się pojawić na koncercie ;) nawet byście się pośmiali z żartów i wampirycznego śmiechu B.D. Doskonały kontakt z publicznością.

Po około godzinie przyszedł czas na przerwę by muzycy w tym samym składzie powrócili do nas. Za nimi tajniackim, cichym krokiem wstąpił niewielkiego wzrostu, nieco wychudzony David Tibet z osobliwą fryzurą na głowie ;)

Krótki wstęp i… zaczęło się!

Kolejna dawka zachwytu.

Z całego koncertu zabrakło mi starszych kawałków ale sprawę tę zapomnę bo na sam koniec Tibet zaśpiewał dobrze znaną wszystkim piosenkę - Oh Coal Black Smith. ;) Było to nadzwyczaj mocne wykonanie.

W takim miejscu, przy takim nagłośnieniu i akustyce wszystko wydaje się być mocne ;) mrrr

Wszyscy pewnie się zgodzą, że warto było wydać taką sumę za te kilka godzin niesamowitej muzyki. Z mojej perspektywy pobyt we Wrocławiu był wart każdych pieniędzy, czasu czy energii, ale to już zupełnie inna historia… :)

Zobaczcie sami jak było.

http://youtube.com/results?search_query=current+93+wroc%C5%82aw&search_type=

To “coś” pomiędzy

kwiecień 7, 2008 by asael666

Dane jest mi oglądać internetową zabawę cyberokultystyczną od kilku lat. Internet stał się dla wielu osób jakby drugim życiem. Często niewinny, skromny, bezosobowy człowiek staje się w internecie rekinem, którego słowa tną niczym ostrza. Dzięki tej nowoczesnej machinie wyewoluowało wiele rzeczy, w tym właśnie - cyberokultyzm. I na nim się właśnie skupię.

Obserwuję wiele for z pogranicza okultyzmu, filozofii, szeroko pojętej ezoteryki i magii. Zgłębiam wiedzę wielu szkół, przypatruję się problemom wielu ludzi, rozmawiam z nimi, poznaję. I rozmyślam. A myśli me i wnioski są przedziwne. Otóż owa wspomniana przeze mnie wcześniej cybernetyczna machina w zabawny sposób pierze głównie słabe, nastoletnie umysły swymi pomysłami. Dlaczego? Dlatego, że materiały zgromadzone w sieci są zaczerpnięte z ogromnej liczby, często zupełnie sprzecznych, źródeł, których połączone meritum daje przysłowiowy “kogel mogel”, z którego tak naprawdę nic nie wynika i do niczego on nie prowadzi.

Z jednej strony jakieś zrzeszenia “białych” (jakże to zabawne, koloryzować magiję!) czarowników i czarownic, które przypominają okultystyczne ruchy Greenpeace. Których wyczyny w gruncie rzeczy do niczego nie prowadzą, bo czym na dłuższą metę jest oddawanie czci drzewom i odprawianie rytuałów ku czci zmarłych? Niczym więcej, jak powielaniem religijnych, pustych tradycji. Z drugiej strony “czarnoszary” nurt pseudochaotów (nie obrażam prawdziwych chaotów), którzy na podstawie kilku nędznych publikacji, jakich masa w sieci, nauczyli się masturbować przy sigilach i myślą, że posiedli moc mogącą kreować świat.

Jedna z tych stron jest stroną absolutnie bierną. Bierną umysłowo, bierną magicznie, bierną filozoficznie i życiowo. Nie dąży do niczego, do niczego nie prowadzi. Druga zaś zdaje się być magicznym łapczywym kapitalistą, wytworem kultury masowej, nastawionym na chęć zdobywania, posiadania, pomnażania jak najłatwiejszymi kosztami, idąc po jak najmniejszej linii oporu.

A gdzie podziała się stateczna , trudna, acz bogata droga “pomiędzy”? Droga nie nastawiona na otrzymywanie rezultatów? Droga, której sukcesy nie stają się celami samymi w sobie, acz jedynie Ścieżkami mającymi do ostatecznych celów doprowadzić? Droga, której nie zaślepiła żądza rezultatu i otrzymywania natychmiastowej korzyści?

Ta droga umiera. Kto ją posiądzie, zdobędzie swój Kamień Filozoficzny, transmutuje metal w złoto, pozna swoją Wolę… Bo właśnie w tej statecznej, cichej, skromnej drodze “pomiędzy” nie ma wojny, nie ma rządzy, pychy, jest właśnie Wola. I to jest piękne…

Inicjalna inspiracja

kwiecień 1, 2008 by Fimbulwinter

Mariusz Tchorek w liście do Andrzeja Urbanowicza:

Jeszcze o ciszy, mieszając porridge na śniadanie, przed świtem. Czym grudy w porridge’u, które na próżno staram się rozprowadzić drewnianą łyżką, tym na  świecie ‘grupy’. Grupy artystów, mistyków, paranoików, muzyków, rodziny, sekty, grupy takich, co zawsze chcą być razem, i takich, co zawsze chcą być oddzielnie. Grupy, czyli grudy. Dlaczego nie znosimy grup, dlaczego nie znosimy być w grupie, zawsze będąc w takiej czy innej? Z tego samego powodu, dla którego nie cierpimy grud w naszej porannej owsiance. Jeżeli owsianka, tak jak dzisiaj, będzie z grudami, jedni będą zadowoleni, drudzy zrobią piekło, trzeci zdecydują się głodować. Dlaczego? Oto stoimy na progu metafizyki jedności i wielości, znów na tym samym progu stworzenia istniejącego świata w nieistniejącym Bogu oraz stworzenia istniejącego Boga w piegowatym nieistniejącym sobie samym. Stworzyć coś z niczego można tylko niechcący, co nie znaczy, że chcący niechcący. Jak się robią grudy w owsiance? Naprawdę nie wiadomo, ale bardzo niewielka mniejszość lubi grudy i dla nich to jest cud, cud udanej medytacji, coś, co wiadomo na pewno, że jest, coś, co smakuje, ale co to jest, tego nie wiadomo, gdyby było wiadomo, gdyby się okazało, że to są po prostu grudy, przestałoby smakować, bo porridge z grudami? To się nie godzi.

Więc jak się lepiej przyjrzeć, wśród tych wszystkich grup, które mają swoje świątynie albo nie, swoje godła, albo nie, swoje sutanny mundurki, albo nie, jest jedna grupa, która nie jest grudą, braterstwo tych, co nie przestając mówić, zaczęli milczeć. Co nie przestając milczeć, zaczęli mówić… Czy między ciszą a mową nie ma nic? Między owsianką z grudami i bez grud? Tak, tam jest JEST. Tam jest nic…

(z albumu Oneiron, KOS 2006, s. 147)